5-lecie kieleckiego big bandu

Chyba przez dziennikarską dociekliwość udało mi się pozyskać zaproszenia (dzięki Karol). Dzięki temu wtorkowy mroźny wieczór stał się bardziej znośny...

   Ale po kolei. Byli ze mną moi bliscy przyjaciele, to dzięki nim zasmarkana i kaszląca dałam radę przeżyć koncert, ba, nawet śpiewałam :)
   
   Zacznę od momentów przyjemnych dla oczu i uszu - było mi niezwykle miło usłyszeć po latach panią Marzenę Ślusarską - jest w dobrej formie, a jej występ szybko wprawił mnie w dobry nastrój (Panu Leszkowi też niczego nie ujmę).
Big Band Kielce prowadzony dziś wieczorem niemal na zmianę przez Pana Jana Tokarza i Krzesimira Dębskiego, przygotowany dobrze, grający nieźle, mam nadzieję, że skład będzie kontynuował działalność estradową.
   Janusz Szrom w repertuarze polskim i zagranicznym brzmiał doskonale i myślę, że oczarował kielecką publiczność (zainteresowanych twórczością tego wokalisty odsyłam do nagrań i mojego artykułu z lipca -> http://ktozabroni.blogspot.com/2014/07/osiecka-na-bemowie.html ).
  Pan Krzesimir Dębski wywarł wrażenie zarówno dyrygując big bandem, jak również grając na skrzypcach czy czyniąc przyspieszony kurs pisania piosenek (do zobaczenia w ZAiKSie :D). Dziś odczarował mi dumkę na dwa serca - dziękuję.
  Wzruszył mnie występ pana Jacka Zielińskiego (Skaldowie, droga Dziatwo, muzyczna pozycja obowiązkowa!), który, wciąż, pełen energii zaśpiewał Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał, Medytacje wiejskiego listonosza oraz Kulig.
   
   Zastrzeżenie kieruję w stronę prowadzącej, która potraktowała publiczność jak grono przedszkolaków (to nie audycja dla dzieci, tylko jubileusz...). Resztę niedociągnięć, zgrabnie przemilczę, lubię pisać o jasnych stronach wydarzenia.
Poniżej garść zdjęć, wykonanych przeze mnie. Brakuje pamiątki z Panem Dębskim. Szkoda.
   Czyli i w Kielcach coś czasem może się udać.

Janusz Szrom z big bandem

na drugim planie Krzesimir Dębski


Jacek Zieliński


Popularne posty